O s l o – moje miasto spotkań

Skandynawii nie przechytrzysz. Zwłaszcza w dni wolne od słońca. Grunt to keep calm and love scandinavia. Zapytałam ostatnio malarkę Mirkę o sekret spędzania czasu w mieście. Zdradziła, że wsiada do metra i jedzie do samego końca. Twierdzi że tam najczęściej spotka artystów i wariatów. A że swój swojego przyciąga, proponują jej podziemny spacer lub zapraszają na imprezę. Zawsze ma masę wspomnień i inspiracji do pracy. Może czas wypróbować? Ostatecznie stwierdzam, że lubię krążyć po mieście bez planu. Czasem decyduje kelner, który do porannej kawy podrzuci gazetę. Napisz koniecznie jaki jest Twój sposób na niepogodę i pogodę w mieście. Spontan czy plan i zegarek?

Jak odkrywałam Oslo? Zaczęło się skokiem na komunikację miejską i wyskokiem w parku cygańskich posiadówek. Dalej było już tylko ciekawiej, odkryłam  Muzeum Popu, osiedle muzułmanów, najpyszniejsze burgery krabowe. Coś więcej o Cyganach? Na początku możesz nie zauważysz ale z pewnością usłyszysz. Na pytanie jak brzmi Oslo, odpowiadam: cygańską, akordeonową nutą. Zaskakująco donośną.

Skok na skocznie. Skoczyć czy nie skoczyć? Decydujcie sami bo dla tych panów jest już za późno ↓ hoppppOsloTriSkocznia narciarska w Oslo. Zastanawiacie się czy będąc w Oslo skoczyć na Holmenkollen? Odpowiadam: tak, yes, så. Trzy razy tak. Sprawdziłam na własnej skórze i prezentuję top trzy argumenty ZA. Pierwszy: Widoki. To najwyższy punkt w Oslo. Widok z góry to nieodłączny badania miasta. Drugi: Symulator skoku, wow. Pomimo przedpotopowej technologii (sprzed kilku lat), wciąż przyprawia o zawrót głowy. Najlepiej zasiąść na środku ławki, nieważne w którym rzędzie. Dodatkowej adrenaliny dodaje podmuch wiatru w twarz i wibracje. Ja byłam w kabinie z grupką dzieci, ich spontaniczne reakcje potęgowały moje. Przyznaję, wytrzęsło ze mnie ukryte dziecko. Trzeci: Muzeum narciarstwa. Najbardziej urzekły mnie drewniane buty narciarskie zakładane na rzepy. Polskim akcentem, wyrytym w gablocie, jest rekord ustanowiony przez Adama Małysza w (Puchar Świata 2010 roku). Bonus: Metro. Na wieść, że można dojechać tam metrem zacierałam ręce, mam straszną słabość do zbierania biletów.

Jeśli z nieznanych przyczyn poczujesz się samotnie, przejdź się do parku Vigelanda. Artysta zaprasza do świata postaci rzeźbionych w brązie, granicie czy metalu. Rzędy skamieniałych ludzi dają namiastkę wspólnoty. Dołącz do dwustu mieszkańców parku a już nigdy nie poczujesz się sam w wielkim mieście.

Jeśli łakniecie morskich wrażeń, koniecznie fundnijcie sobie OsloPass. Oprócz lądowej komunikacji miejskiej w pakiecie jest przejazd promem. Z pokładu miło popatrzeć na oddalający się ląd o imieniu Oslo i powitać ląd o imieniu Bygdøy. To słynny półwysep skansenów, na który dopłyniecie kursem w każde 20 minut. Spędziłam tam cały dzień bez wyrzutów sumienia. Na półwyspie działa autobus, jednak polecam spacer, miło popatrzeć na skandynawską architekturę i perfekcyjnie zaplanowaną przestrzeń. PS. Zaznaczyłam na mapce obiekty które udało mi się zobaczyć właśnie w ciągu jednego dnia (klik). Fakt, OsloPass to cholernie droga zabawka. Ma jednak wiele zalet, np. odpowiada twierdząco na odwieczne pytanie „wejść, czy nie wejść”. Za każdym razem odpowiada TAK. Na tym polega jej magia.

A propos Metra. Możesz odnieść wrażenie, ze skoro na stacjach nie ma bramek i kasowników to nikt nie sprawdza biletów. Otóż błąd. Nalot kanarów to dość stresujące przeżycie. Najpierw czekają aż pociąg odjedzie, a potem ci co zostali na peronie stoją w zasadzce. Okrążeni przez mundurowych po kolei okazują bilety.

Na deser kilka nieśmiałych ujęć. Oglądać czy nie – wybór należy do Ciebie. Jeśli lubisz klikać to kliknij w akcie uznania. Dziękuję 🙂

Zobacz także