Z kamerą wśród liter

Wyprowadź czasem aparat na spacer a odwdzięczy się po stokroć. Sprawi że w dobrze znanym miejscu poczujesz się jak na egzotycznej wyprawie. Warunek jest tylko jeden, wyzbądź się utartych szlaków.

Od lat mieszkam w warszawskim śródmieściu i z tego punktu warszawska Praga wydaje się być odległa. Brzmi jak dobra wymówka, prawda? Przecież to zaledwie siedem kilometrów! No właśnie, moje wizyty ograniczały się Studia Koło lub przejazdu autostradą dla rowerów. Tym razem było inaczej. Przez przypadek dowiedziałam się o warsztatach street artu w Soho Factory. Zaplanowałam wyjście tak, jak robię to na wyjeździe. W tym szaleństwie jest metoda, spakowałam aparat, mapę i z butelką wody wyszłam z domu.

PicMonkey CollageLatem Soho wygląda pięknie. Konia z rzędem temu kto rozpoczął plan kulturalny miasta w tym miejscu.

Tak oto trafiłam z kamerą wśród liter. Nie byle jakich – neonowych.

Dalej była ulica Stalowa, 11go Listopada, Inżynierska, Ząbkowska, Konopacka, Brzeska…itp

W zaplanowaniu dalszej trasy pomogła mi Puszka i dalej już jakoś poszło. Zdziwko złapało na widok nieplanowanych obrazów. Pierwsze wow wymsknęło mi się po przekroczeniu progu Konesera. Zaraz potem dowiedziałam się że dawna fabryka wódki jest na liście zakupów Google’a.

  • tyle piękna znalazłaś – artyści to miejsce też odkryli 🙂