Odrobina miasta, czyli skrót z Reykjaviku

W mroźny, deszczowy dzień popełniłam jeden błąd. Wybrałam się na spacer. No dobra, dwa błędy. Wyszłam bez czapki i kaptura. Postanowiłam odwiedzić Muzeum Sagi (w budynku Perlan), a że mieszkałam w centrum, do pokonania miałam dwa i pół kilometra. Ważyłam wówczas 55 kg i uwierzcie że lekko traciłam grunt. W połowie drogi rozejrzała się dookoła i zorientowałam się że jestem jedyną pieszą w zasięgu wzroku. Ba! Samochodów na drodze też nie było zbyt wiele. Na szukanie połączenia autobusowego było za późno, musiałabym wrócić drogą którą pokonałam z wielkim trudem . Schowałam się w kościele Hadlgrimskirkya (zdaje się najwyższy budynek w Reykjaviku). Pusto. Czysto. Wiatr huczał tylko w głowie. Wyjęłam z kieszeni przemokniętą mapę i wmówiłam sobie, że już niedaleko, że dam radę. Przypomniałam sobie, że mam czapkę w plecaku, a w kurtka zaszyty kaptur. Brawo ja! Gdy tylko wyszłam z kościoła, mapę wyrwał wiatr. I dobrze! Przemoknięty zlepek do niczego by się już nie przydał. Na chwilę zamknęłam oczy, nie mogłam otworzyć, powieki przygniotła potężna siła wiatru. Stałam tak przez chwilę, nagle usłyszałam wołanie. Nieznany kierowca zatrzymał się i zapakował mnie do środka. Podrzucił pod drzwi muzeum, że nie ma za co i tak miał po drodze. Prawdziwy wybawiciel, dziękuję! Żałuję, że w 2012 selfie nie było na topie, mogłabym się teraz pośmiać z desperackiego wyglądu.
Zwiedzanie zaczęłam od kawiarni na drugim piętrze, panorama podobno piękna, interesował mnie jedynie widok gorącej herbaty. Dopiero do mnie doszło jak bardzo jestem przemarznięta. Po godzinie zwiedzania ponownie zajrzałam na taras widokowy i wiecie co? Po deszczu ni śladu, została tylko podwójna tęcza. Podoba mi się jako zwieńczenie dnia podwójnego błędu. A więc to tak wygląda panorama Reykjaviku? Więcej na temat wietrznych dni znajdziecie w materiałe od Nagniamy.pl – gorąco polecam!
Później już jakoś poszło. Przez kolejne dwa dni przemaglowałam Reykjavik i spacerowałam ile wlezie. W czapce i zimowej kurtce. Zatrzymam się chwilę przy National Gallery of Iceland (Listasafn Islands).Ta niewielka galeria dzieli przestrzeń na stałą i cykliczną. Nie będę się rozwodzić na dziełami, bo sztukę każdy przeżywa na swój sposób. Chciałam zwrócić uwagę na konstrukcję interaktywną znajdującą się na pierwszym piętrze, poświęconą wodospadom islandzkim. Nie tylko tym z pierwszych stron gazet, ale także niewielkim, niedostępnym czy ukrytym wysoko w górach lodowych. Na kilkunastu metrach kwadratowych poznany ich nazwy, zobaczymy na zdjęciach a przede wszystkim usłyszymy. Od nas zależy rytm naszej kompozycji. Każdy wodospad ukryty jest w szufladzie, która po wysunięciu rozbrzmiewa szumem wody. Szum granym na milion sposobów.
Islandii nie przechytrzysz zwłaszcza w dni wolne od słońca. Nie gniewaj się na dni wolne od słońca. Możliwości jest bezliku.

Zobacz także