Przygoda z owcą na Islandii

Jest to opowieść o tym jak prawie zostałam wegetarianką. Zdarzyło się to na Islandii. Wyspie która z niewiadomych przyczyn skradła mi duszę i nie oddała. Już trzy razy wracałam i próbowałam odzyskać a ta za każdym razem krzyczy: wróć i nie marudź. Wracam więc regularnie mniej więcej raz do roku. Otóż, spędzałam tam kolejne wakacje wybierając region fiordów zachodnich. Dokładniej okolice Broddanes, które słyną przede wszystkim z pastwisk, raju dla ornitologów i wylegujących się fok. Po ciężkim trekkingu dotarłam do hostelu, w którym gościli Islandczycy http://www.broddanes.is
Latem łatwo stracić rachubę czasu. Słońce nie zachodzi, owce pasą się całą dobę no i bez względu na porę dnia ruch uliczny znikomy. Po kolacji poszłam na spacer zgodnie z zasadą nic nie może się zmarnować.
Szłam brzegiem zatoki wypatrując foczych głów. Po godzinie wpatrywania się w wodę każdy kamień wydawał się być głową foki. Ustawiłam kamerę na uciekające chmury i nagle zauważyłam owcę. Samotną, wypłoszoną, dorosłą owcę. Widok był o tyle niepokojący że chwilę wcześniej mijałam resztę stada układającego się do snu. Powiedzcie sami czy na tym zdjęciu nie roi się od foczych głów?
DSCF1143
Zeszłam ze skałki i obejrzałam z bliska. Upewniłam się że żyje, Uff! Próbowałam rozmawiać, straszyć, nakierować na swoich. Nieruchoma tylko wlepiała we mnie ślepia. Nie wiedziałam co robić. Chwila zastanowienia, wiem! Zrobiłam więc zdjęcie. Niezwłocznie pobiegłam do gospodyni. Ciężko mi było mówić z zadyszką więc zdjęcia bardzo się przydało. Ta z kolei zawołała sąsiada, sąsiad żonę, a ta syna. Przyglądałam się z boku niczym na zwiastun Familiady, gdzie dziadek za babcię, babcia za dziadka… itd. Wspólnie wielkim traktorem pojechaliśmy na miejsce zdarzenia.
Gdy dotarliśmy na miejsce, gospodarze obejrzeli owce, spisali numer seryjny z ucha a na koniec załadowali na ciągnik. Nie mogłam zasnąć. Bynajmniej, liczenie owiec nie pomagało. Z jednej strony rozpierała duma, z drugiej czułam spełnioną misję i sens wieczornego spaceru. Niewinny spacer, który ratuje życie? Może tak właśnie miało być. Przecież nikt nie wiedział ile ta biedna owca leżała na skraju skarpy. Nikt przy codziennym dowożeniu siana nie zauważył braku jednej. Najzwyczajniej w świecie nie da się zliczyć rozproszonych po hektarowym polu owiec. Radość, uradowanie świata. Przepełniona nieposkromioną energią czułam się jak wybawca. Nie pomyślałam tylko, że wybawioną owcę zjem następnego dnia na śniadanie. Gospodarze w ten właśnie sposób odwdzięczyli się za pomoc w wybawieniu owcy od cierpień. Na pocieszenie wrzucę jeszcze kilka zdjęć nie związanych z owcą. Dobranoc. Góða nótt. … PS. zachód ciągle się nagrywa…… i ciągle nie zachodzi….tak kręci się zachód na Islandii…


Zapraszam na filmy islandzkie:
Oops, something went wrong.

  • Och! Przyznam, że wzruszyłam się losem biednej, zagubionej owieczki. Zdjęcia piękne, podzielam też Twoją fascynację Islandią. Absolutnie bajkowy kraj. Co do foczych głów, to uczestniczyłam kiedyś w wolontariacie polegającym na liczeniu foczek na wybrzeżu niedaleko Akureyri. Też widziałam wtedy wszędzie foki:D, ale prawdziwych udało nam się doliczyć tylko 12, za to były w zgrupowaniu. Zazdroszczę podróży, też muszę tam wrócić!