Daj się schłodzić i nie daj oskubać na lodowcu w Nowej Zelandii

Brodzenie po śniegu to, w naszej szerokości geograficznej, mało zaskakująca frajda. Co innego myślą na ten temat mieszkańcy rejonów okołorównikowych. Na przykład przykład mój kolega z Meksyku, który pierwszy raz przybył do Polski w zimę, ze łzami w oczach uświadomiał sobie że to jego pierwszy raz. Dalej szło w miarę intuicyjnie. To naczy zaraz po ominięciu żółtych śladów, było lepienie baławana i wydeptywanie imienia ze śladów.
Tak, znamy to od dziecka. Jedni mniej chętnie inni bardziej niecierpliwie oczekują na opad z niebios. Zdaje się, że w kontekście globalnego ocieplenia będziemy tęsknić za nim coraz bardziej. Wtedy może i nam, weteranom zimowym, łezka się w oku zakręci. Au. Bolesna to myśl.
Śnieg lubię, narty kocham, skarpetki palczatki uwielbiam. Na nowo zwariowałam na punkcie śniegu będąc w Nowej Zelandii, gdzie po raz pierwszy obcowałam z lodowcem. Do dziś dudni mi w głowie przestroga:
Kiedy założą ci raki na nogi, wiedz że coś się dzieje. Wiedz, że wspinać się będziesz po bryle śniegu gromadzonej przez setki lat. W tym czasie zdążyła zbić się w twardą skałę lodową. Witaj! Jesteś u podnóża Franz Josef Glacier.

Odrobina teorii i przecierania szlaków. Codziennie grupa przewodników sprawdza czy trasa jest drożna. Pomimo że ruch na lodowiec jest mocno ograniczony, cofa się ok 4 m rocznie.

Odrobina teorii i przecierania szlaków. Codziennie grupa przewodników sprawdza czy trasa jest drożna. Pomimo że ruch na lodowiec jest mocno ograniczony, cofa się ok 4 m rocznie. Lodowiec z wierzchu przypomina przykurzony wulkan ale nie dajcie się zwieść pozorom. Wystarczy wślizgnąć się do wąskiej szczeliny aby poczuć chłód na własnej skórze.

W samym Parku Westland jest ponad 60 lodowców, a na terenie Alp Południowych około 3000. My wybieramy jedno z prostszych wejść, gdzie jęzor lodowca spływa niemal do samego morza.
Było już o śniegu, było też o lodowcu, czas na opowieść o ptakach. W istocie o gatunku ptakowatych nestor kea, których drugie imię to – wandal, złodziej, rabuś – niepotrzebne skreślić. Ten gatunek tak ma, że jest towarzysi i szatańsko inteligentny. Idzie za tym szereg umiejętności takich jak odkręcanie butelek, demontowanie wycieraczki w samochodzie i dobranie się do plecaka niewinnego turysty.
Jako jedyne ptakowate, potrafią naśladować zabawy ludzi, bawiąc się na śniegu czy lepiąc śnieżki. Ich mocną stroną jest także praca w grupie. Zdarza się bowiem, że w celu zdobycia pożywienia jedna Kea zabawia człowiekowatego, podczas gdy druga obrabia mu torbę. Niesamowite prawda? Gdybym nie zobaczyła na własne oczy, nie uwierzyła bym. Nasz przewodnik rozkłada ręce i mówi że od jakiegoś czasu nie zabiera ze sobą jedzenia. Kea wywęszą najmniejszy batonik schowany w plecaku. Zobaczcie jak próbowały się dostać do środka. Opowiadał nam jeszcze historię jak na widok paczki chipsów w samochodzie wybiły przednią szybę i osiągnęły cel. Takie ptaki!

PicMonkey CollageIMG_2875ja

IMG_2889

Jakie papugi takie widoki – MISTRZOWSKIE!

IMG_2879

Nie mogłam się powstrzymać. Znaki to moje drugie imię 🙂

IMG_2984

To zdjęcie przypomina mi czasy kiedy selfie i photo sticks istniały jedynie w literaturze science fiction. Tak! To był 2012 rok, a trzeba było sobie jakoś radzić. Przepraszam, czy może mi pani zrobić zdjęcie?

IMG_2969 trio

  • Też mam sporą kolekcję zdjęć ze znakami z Nowej Zelandii i oczywiście psotników kea 🙂

    • Haha, przyszła mi do głowy taka myśl, że Kea są dokładnym przeciwieństwem dostojnych Rockhopperów 🙂
      Ciekawa jestem czy się zgodzisz?

      • Myślę, że mają trochę cech wspólnych, ciekawskie, odważne, pingwiny wydają się być mniejszymi psotnikami – nie wiem czy widziałaś to zdjęcie na moim blogu: travelingrockhopper.com/falklands_02/ – odważnie do mnie podchodziły, albo do moich sznurowadeł 😀