Jak ogarnąć Kubę? 11 pytań i nieco więcej odpowiedzi

Mam w garści bilet do Hawany, jak dalej planować podróż?
To najbardziej ekscytująca część wyprawy. Bilet w garści. Kolejnym krokiem jest złożenie wniosku o wizę. Radzę to zrobić od razu, bo czas oczekiwania to 10 dni. więc lepiej mieć to z głowy zawczasu. Ale uwaga. Aby móc taki wniosek złożyć, potrzebna jest rezerwacja pierwszego noclegu, choćby na jedną noc. Adres wpisujemy we wniosku o wizę.
Adres ambasady: Ambassador Office Building – biurowiec przy ul Domaniewskiej 34A w Warszawie (wtorki i czwartki, ok 20/22 euro za osobę, płatne gotówką tylko Eur).
Jak szukać noclegu skoro tam nie ma Internetów?
Jeśli nie przepadacie za hotelami, to polecam stronę http://www.casaparticular.com/ . Dostęp do Internetu owszem kuleje, ale odpowiedz przychodzi w ciągu 2,3 dni. To jest baza wszystkich zarejestrowanych, legalnych kwater. Domy z pokojami do wynajęcia na zewnątrz mają niebieską kotwice (tak jak na zdjęciu poniżej).
Jeszcze a propos sieci to trzeba się nastawić na internetowy detoks. Polecam ściągnąć przed wyjazdem aplikację Maps.me która mapa działa offline. Super się sprawdziła (przed wyjazdem trzeba jedynie pobrać mape Kuby).
My zrobiliśmy tak, że zaklepaliśmy 3 pierwsze noce w Hawanie. Rodzina u której mieszkaliśmy poleciła nam kolejną kwaterę, a kolejni kolejne. Taką droga pantoflową bez problemu można się przemieszczać. Zapewniam, że w każdym domu będzie ktoś kto ma kuzyna, rodzeństwo, znajomych w miejscowości do której właśnie zmierzasz.

Jak wynająć samochód?
Oczywiście najwygodniej jest podróżować samochodem. Rezerwacje polecam zrobić z Polski. My straciliśmy pół dnia na szukanie samochodu, odwiedziliśmy 8 wypożyczalni i wszędzie brakowało sprzętu. Nie wiem jak wygląda organizacja autobusowa, ale sądzę że możliwości jest sporo. Wiem, że niektórzy decydowali się podróżować taksówkami, co może być też fajną opcją. Aha! Biorąc auto koniecznie spytajcie o koło zapasowe. Unikniecie przygody jak z Panem Heniem.
Jakie wybrać ubezpieczenie?
Najlepiej wykupić ubezpieczenie na miejscu, w Hawanie. Nie ma wtedy problemu z papirologią i kolejkami. Miałam małą przygodę z meduzą, poparzone lewe udo. Najbliższy gabinet przyjął mnie od ręki, podczas gdy inni obcokrajowcy z ubezpieczeniem standardowym tonęli w papirologii. ASISTUR, BIURO MIEŚCI SIĘ W CENTRUM Hawany, płatność gotówką, 2CUC za dzień/ osoba http://www.asistur.cu/#enlace ).
PS. W biurze nie nastawiajcie się na pośpiech. Chill. Usiądźcie w fotelu, poczekajcie na urzędnika, kiedyś przyjdzie wasza kolej.
Co tam się je?
W Hawanie nie będzie kłopotu z kuchniami świata, hulaj dusza, rośnij tyłku. W mniejszych miasteczkach trzeba się na coś zdecydować. To co nam się sprawiło to śniadania i kolacje u gospodarzy którzy nas gościli, w ciągu dnia kiść bananów od chłopa przy drodze.
Gospodarze oferują własną kuchnię, śniadanie kosztuje ok 4 CUC / osoba. Na śniadanie pewniakiem są jajka i świeże owoce do wyboru: guawa, banan, mango, ananas. Jeśli lubicie jajka to macie z górki. Jeśli nie, to polubicie. Wędliny, czy sery zdarzają się bardzo bardzo rzadko. Jeśli macie jakieś preferencje żywieniowe to lepiej zabrać kramik ze sobą. W sklepach oprócz dżinu za wiele nie kupicie. Na kolacje najczęściej mieliśmy wybór między rybą, homarem, kurczakiem, krewetkami lub krabem. Podawane z ryżem, juką i obowiązkowymi bananami z patelni. Homar – to główny bohater kubańskiego stołu. Paradoksalnie kubańczycy jedzą go bardzo rzadko, produkt niedostępny dla przeciętnie zarabiającego mieszkańca. Pełny obiad/kolacja w gospodarstwie to koszt ok 10-12 CUC/osoba.

Zakupy?
Zapomnij. To nie takie hop siup. Trzeba pamiętać o kosmetykach, płynach do soczewek, podstawowych lekach. Przez 3 dni szukałam mydła, a za paczkę tamponów zapłaciłam 70 pln i to za wybrakowane opakowanie. W sensie, nie używane, tylko aptekarka podwędziła kilka sztuk. True story.
Rejs po Karaibach?
Paradoks jest taki że rząd kubański reguluje ceny usług i za bardzo nie wypuszcza obywateli w świat. Ceny rejsów są kosmiczne. Taniej wychodzi tygodniowy rejs z Miami po Karaibach, niż 1-dniowy rejs z Kuby na Jamajkę czy Bahamy. No ale to już kwestia budżetu.
Co warto zobaczyć?
Z dzikich zakątków to zdecydowanie polecam Vinales. Gdybym miała wracać na Kubę to wybrałabym ten region. Region znany ze względu na liczne plantacje kawy czy tytoniu. Ale to również genialne miejsce na wyprawy rowerowe, spacery, caving, dłuższe wędrówki. Powszechny jest transport konny i zaprzęgi wołów. Można się odciąć od świata, to na pewno. Myślę, że cała część zachodnia to baza dla szwendaczy. Na mapie wygląda to tak click. PS. Noclegu polecam szukać poza samym Vinales, centrum bywa tłoczne.
Kolejnym miejscem do którego bym wróciła to okolice Sierra Maestra. Jak spojrzysz na mapę już widać że miejsce idealne: góry nad samym wybrzeżem i czegóż chcieć więcej. Minus taki że w tym regionie jest potwornie wilgotno. Trzeba przemyśleć własne możliwości, zwłaszcza że to już ponad 800 km od Hawany.
Wróciłabym też dla spacerów po lesie z krabami, to totalny odlot. Nie wiem czy poza Kubą da się tego dokonać. Więcej tut.

Jakaś plaża?
Jeśli chcielibyście z dala od tłumów to polecam miejsce, gdzie na wakacje jeżdżą kubańczycy. To jest zatoka Playa Larga, południe, wioska Caleton, w wiosce trzeba pytać pokoje do zamieszkania. Nam polecono dom Mariety (takie wskazówki dostaliśmy i zadziałało) Aha! Jakimś cudem zachował mi się do niej numer więc od razu spisuję (045)987395. To też fajne miejsce dla dziecka, ze względu na zatokę woda jest bardzo spokojna. Z tego konkretnego domu wyjście do wody jest prosto z podwórka, ok 5 metrów. A przed domem bar.
Przy okazji ciekawe okolice, półwysep Zapata to zielone tereny, plantacje krokodyli, groty jaskiniowe i wioski Indian. Też baza do nurkowania.
Plaże na północy wyspy to typowe pocztówkowe klimaty. Caya Coco czy Varadero – najbardziej znane zagłębia kurortów turystycznych (aby wjechać do Caya Coco trzeba mieć rezerwację zawczasu, na wjeździe czeka straż graniczna).
Warto jechać do miasta?
Miasta kubańskie to koszmar hałasowy. Oczywiście warto zobaczyć kolonialne Trinidad czy Sancti Spiritus, kolebki niewolniczej przeszłości. Jednak to bardzo męczące miejsca i na nocleg zdecydowanie lepiej pojechać za miasto i przespać się w spokojnej wiosce. To też była nasza strategia. Jak nie mieliśmy zaklepanego noclegu, to jechaliśmy w stronę morza i szukaliśmy zacisznej casa particulares z niebieską kotwicą. Zawsze się coś znalazło.
Czy jest bezpiecznie?
Nie ma powodów do obaw. Przez trzy tygodnie, przebywając w różnych miejscach, odjeżdżając wyspę prawie dookoła, nie spotkałam wrogich zamiarów. Jedynym utrudnieniem może być nagabywanie, ale do tego trzeba po prostu przywyknąć. Co chwilę ktoś będzie zapraszał do jakiejś restauracji czy wyciągał kasę. Tak jak w większości krajów, gdzie turysta jest chodzącą skarbonką. Klucz jest taki, że jak ktoś zagaduje to znaczy że czegoś chce. Nie podchodzi z ciekawości tylko z chęci własnej korzyści. Zwykły mieszkaniec uśmiechnie się i pójdzie dalej.
Czy warto?
Ja osobiście wróciłam z taką refleksją. Niech ona będzie odpowiedzią:
Po trzech tygodniach bez internetu chce wykrzyczeć całemu światu: jestem, i’m back, nic mi nie jest!
Tak jak mała Lucy ze świata Narnii. Wyskakując z szafy myślała, że minęły wieki i straciła kontakt ze światem realnym.
Okazuje się że Kuba wsysa tak jak Narnia. Tam pośpiech nie zaprzyjaźnił się z człowiekiem i cofnięto go na granicy.
Jednokrotnie okrążyłam wyspę podczas gdy świat przemknął wokół własnej osi siedemnaście razy. Świat w piruetach nie zauważył mojego zniknięcia. Magiczna ta Narnia.
Dodatkowo na Kubie totalnie zakochałam się w fotografii. No bo gdzie jak nie tam początkujący fotograf skradnie więcej światła? Gdzie jak nie tam, pozna przyjazne dusze, zagubi się między kolonialnymi ruinami, ugrzęźnie w bujnych namorzynach czy zapatrzy na krążące nad głową sępy? Gdzie trafniej uchwyci trud życia, radość i nadzieję jednocześnie?

Dodajcie jakieś pytania lub jakieś odpowiedzi. A nuż odpowiedz jest gdzieś w zasięgu ręki. 

Zobacz także